TWITTER BLOGGER  SKULLATOR       PLIKI COOKIES  KANAŁ YOU TUBE    KOSTNICA FACEBOOK

nasz serwis EOPINIER.PL

RECENZJE FILMOWERECENZJE KSIĄŻEKWSPOŁPRACAOPOWIADANIAPUBLICYSTYKANAPISZ DO NASPROSTO Z PIECAZŁOTY KOŚCIEJ

ŚWIATŁO SIĘ MROCZY - George R.R. Martin

George R. R. Martin jest znany czytelnikom głównie ze swojego sztandarowego dzieła, sagi „Pieśni Lodu i Ognia”. Należy jednak pamiętać, że i on był kiedyś początkującym pisarzem, pracował nad swoim warsztatem i dopiero dochodził do obecnego stopnia mistrzostwa w zarysowaniu i prowadzeniu intrygi.

Korzystając z tej fali popularności jaką przyniosła nazwisku Martina wszechobecna „Gra o tron”, wydawnictwo Zysk i S-ka postanowiło zapoznać fanów autora z jego debiutancką powieścią, „Światło się mroczy”. Jest to drugie wydanie tej powieści, pierwszy raz ukazała się w Polsce w 2004 roku.

Teraz, kiedy jestem już po lekturze tejże książki, powiem Wam jedno: warsztat Martina bardzo się rozwinął od czasu debiutu.

Dirk t’Larien został wezwany przez swoją niegdysiejszą ukochaną, Gwen Delvano, na planetę Worlorn. Perspektywa pogodzenia się z miłością swojego życia i ich ponownego połączenia, przysłania mu wszystkie inne aspekty podróży na odległą i, jak się ma wkrótce ukazać, umierającą planetę.

Gdy przybywa na Worlorn, miejsce niegdysiejszego Festiwalu Krawędzi, odkrywa, że to, co z początku uważał za wezwanie o pomoc, kryje za sobą mroczny sekret…

Jeśli nada się czemuś imię, to coś zacznie istnieć. Imiona zawierają w sobie całą prawdę i wszystkie kłamstwa, gdyż nic nie zniekształca rzeczywistości skuteczniej niż fałszywe imię, które zmienia ją jednocześnie z jej obrazem.

Jak wspomniałam wcześniej, „Światło się mroczy” to debiut literacki George’a R. R. Martina, napisany w 1977 roku. Już od pierwszych stron powieści czytelnik zostaje przeniesiony scenerię space opery. Muszę przyznać, że dla mnie było to czymś nowym, bowiem po raz pierwszy miałam do czynienia z tym odłamem fantastyki naukowej. Ale wrócę do tematu.

Jak na space operę przystało w „Światło się mroczy” znaleźć można: międzygwiezdne podróże, obce światy, zaawansowane technicznie walki oraz sporą dawkę mniej lub bardziej skomplikowanych relacji uczuciowych między bohaterami.

Jeśli o tych ostatnich chodzi to nie udali się oni Martinowi, oj nie. Są niewiarygodni, papierowi. Ich zachowanie i decyzje momentami są nielogiczne, tym bardziej że w jednej chwili mówią jedno, by jakiś czas później postąpić zupełnie inaczej, wbrew temu, o czym z uporem mówili przed momentem. Jedynie Garse Ironjade Janacek wydaje się być ciekawie nakreśloną i przemyślaną postacią, trzymającą się swoich postanowień. Pozostali są raczej nieciekawi. Nie budzą większych emocji, nie sprawiają, że czytelnik się z nimi identyfikuje.

Sytuacja całkowicie wykraczała poza jego doświadczenie, lecz mimo to akceptował ją, czuł się osobliwie swobodnie w towarzystwie obu Kavalarów z ich winem oraz cichą rozmową o śmierci i kaleczeniu. Być może to właśnie znaczyło być jednym z kethi, być może dlatego jego niepokój zanikał. Dirk wiedział tylko tyle, że czuje się spokojnie jak w domu.

Fabuła powieści toczy się jednotorowo, skupia się bowiem na próbach Dirka, które mają na celu odzyskanie Gwen. Całość okraszona została sporą dawką filozofii, głównie na temat pochodzenia i kultury Kavalarów. Owszem, niektóre fragmenty były dość ciekawie skonstruowane, lecz dominowały nudne, wydumane i długie monologi, które odbierały przyjemność czytania, bowiem trzeba było się przez nie przebić.

Aczkolwiek akcja – jeśli pominąć wspomniane wyżej filozoficzne dysputy – jest dość dynamiczna, przedstawiona obrazowo na tle umierającej planety, która na dziwny sposób jest dziwnie... żywa.

Trzeba przyznać, że jest to powieść napisana z rozmachem, co rzuca się czytelnikowi już w prologu. Tam też widać całe mnóstwo pojęć i terminów, które nic nie mówią, ale rozwiązaniem tego problemu jest umieszczony na końcu powieści słowniczek, który wyjaśnia wszystkie wprowadzone przez autora terminy.

I w sumie na tym koniec, bo mimo glosariuszowych wyjaśnień, łatwo można się pogubić w nakreślonym przez autora uniwersum, głównie tym odległym, na zależnościach między poszczególnymi światami czy rasami. Bo to, co przedstawił na Worlornie, czyli planecie, gdzie rozgrywa się akcja powieści, wyszło mu całkiem dobrze. Tutaj bowiem sięgnął po sprawdzony motyw zderzenia kultur, przeciwstawiając „zachodni” styl życia i kulturę Dirka, z Kavalarami, którzy szczycą się konserwatywnymi, by nie rzec, że prymitywnymi poglądami na otaczający świat i hierarchię społeczną.

„Światło się mroczy” jest w sumie dobrym przykładem, w jaki sposób powinien rozwijać się warsztat pisarski autora. Jako że pierwszymi moimi powieściami autorstwa Martina był słynny cykl „Pieśni Lodu i Ognia”, to zobaczyłam jak bardzo ewoluował styl autora. Między napisaniem debiutanckiej powieści a pierwszym tomem PLiO minęło dziewiętnaście lat, i to naprawdę widać.

Cóż mogę powiedzieć, „Światło się mroczy” zapewne przeczytają fanatycy prozy pisarza, lecz myślę, że sięgną po nią też osoby, które chcą się przekonać jak wyglądały początki kariery pisarskiej GRRM.

Czy polecam? Niekoniecznie, lepiej skupić się na innych książkach autora, w szczególności na wspomnianej już sadze „Pieśni Lodu i Ognia”.

 

Anka „Wiedźma” Chramęga

 

* wszystkie cytaty pochodzą z recenzowanej powieści

 

 

Wezwany przez Gwen, swą dawną ukochaną, Dirk t Larien przekonuje się, że świat Worlorn, chluba światów zewnętrznych, bardzo się zmienił i jest teraz umierającą planetą. Worlorn podejmuje samotną wędrówkę przez mrok międzygwiezdnych otchłani. Dumni Kavalarowie władają swym światem zgodnie z opartym na przemocy kodeksem. Jednak ich brutalna cywilizacja zaczyna chylić się ku upadkowi…

Autor: George R. R. Martin

Tytuł: Światło się mroczy

Tytuł oryginalny: Dying of the Light

Tłumaczenie: Michał Jakuszewski

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Data wydania: 19 luty 2014 r.

Ilość stron: 396

ISBN: 978-83-7785-187-6

Okładka: miękka