KOSTNICA TV FILMY I FILMIKIGALERIANOWOŚCI KSIAŻKOWEFRAGMENTYKINO - ZAPOWIEDZI, PREMIERY          nasz serwis EOPINIER.PL

patronaty.jpg (2614 bytes)
FILMLITERATURATEORIAGRYFORUMLINKI
RECENZJE FILMOWERECENZJE KSIĄŻEKWSPOŁPRACAOPOWIADANIAPUBLICYSTYKANAPISZ DO NASPROSTO Z PIECAZŁOTY KOŚCIEJ

Obóz nad wąskim strumykiem

 

Sierpień
Poniedziałek
 Była szósta  rano kiedy zadzwonił mój budzik, wstałem i zacząłem się pakować o dziesiątej miałem wyjazd na obóz.

Dziewiąta

Przyszykowałem sobie 4 kanapki oraz napój. Pożegnałem się z rodzina i wyszedłem z domu udając się w stronę dworca , gdzie miał czekać na mnie autobus. Była pochmurna pogoda, deszcz lekko kapał na moją twarz, po dziesięciu minutach byłem już na miejscu. Na miejscu już liczyli obozowiczów . Podszedłem do jednego z nich i zapytałem:
- czy ten autokar jedzie na  Obóz nad wąskim strumykiem
- tak , proszę wejść bo zaraz odjeżdżamy-  Odpowiedziała mi kobieta która trzymając w ręce kartkę dalej liczyła czy wszystko zgadza się, i jest nas odpowiednia liczba.
Szybko zdjąłem bagaż z ramienia, wsunąłem do autokaru i udałem się na miejsce. Usiadłem koło jakiegoś dziwnego chłopaka który monotonnie coś powtarzał patrząc się w siedzenie, pomyślałem sobie , że pewnie jest chory. Za mną siedziały dwie dziewczyny w wieku około 17 lat, które ze sobą rozmawiały.
Autokar ruszył wszyscy z wielka radością jechaliśmy do miejsca,  gdzie mieliśmy spędzić następne trzy tygodnie. Zakręt za zakrętem drogę mijaliśmy. Pogoda rozpogadzała się, deszcz ustawał .
Spojrzałem  na chłopaka siedzącego obok mnie  i powiedziałem:
- Co sądzisz o tej wycieczce?
Nic się nie odezwał. Podróż była  długa .Koleś który nas zawoził  włączył nam jakaś piosenkę która powodowała ,że mój umysł stawał się kleikiem dla niemowlaka , ja nie miałem ochoty słuchać badziewia ,wyjąłem swoją mp3 i zacząłem słuchać Marilyna Mansona.

Dwunasta

Powoli dojeżdżaliśmy.  Coraz więcej drzew wokół mnie sugerowało że musimy być już być bardzo blisko. Po około piętnastu minutach  byliśmy już przed obozem  nad wąskim strumykiem . Wszyscy zabraliśmy swoje bagaże z autokaru i udaliśmy się do domku gdzie była tabliczka recepcja . Domek był w niezwykle dobrym stanie, porównując z innymi . Wszyscy weszli poczułem zapach sosny , który wydobywał się z zawieszek które były przypięte do każdego okna, na środku było biurko a za biurkiem jakiś gość który wyznaczał pokoje i dawał koce. Kolejka dosyć szybko posuwała się i raz dwa byłem już przy biurku, Mężczyzna wyglądał na człowieka po czterdziestce a jego zachowanie dawało zrozumienia, że  jego praca była dla niego utrapieniem zaś
Usłyszałem:
- Czwarty pokój będziesz mieć .Tu masz koc i rozpiskę zajęć oraz kiedy będą serwowane posiłki.
Wziąłem koc i wyszedłem na dwór słońce zaczęło mocno grzać. Od lasu nas ogradzał wielki płot z drutu trochę czułem się jak więzień. Mój  domek znajdował się najbliżej ogrodzenia . Otworzyłem  drzwi i wszedłem z bagażami. Przedpokojem znajdował się kran. Ściany były pomalowane na zielono, obok mały pokój z dwoma łóżkami i wielkim oknem , szafa była mała mieściła się koło lóżka. Mimo dobrego zaplanowania  nie udało mi się wszystkiego wypakować .

Wziąłem kartkę i zacząłem pierw oglądać z ciekawości co się w niej znajduję i ile atrakcji mnie czeka a następnie odnaleźć godziny posiłków .
Na Karcie było napisane:
Śniadanie 8:00-8:15
Obiad 14:00-14:20
Kolacja 18:00-18:15

Wiedząc co mnie czeka przez najbliższe kilka dni postanowiłem chwilę odpocząć. Położyłem się na łóżku i zacząłem rozmyślać jak tu może być wspaniale. Po kilku minutach usłyszałem jak ktoś otwiera drzwi i wchodzi , początkowo nie reagowałem ,jednak chwile później spojrzałem z ciekawości kto wszedł. Był to towarzysz z autokaru, jak się okazało nie tylko razem siedzieliśmy ale i też razem będziemy mieszkać przez najbliższe dwadzieścia jeden dni .
Podeszłem do niego i wyjąłem rękę na znak przywitania się, jednak spojrzał na mnie i bez słowa odwrócił się kontynuując rozpakowanie się i  układanie ubrań do szafy. Poczułem się zniesmaczony, ale miałem to gdzieś. Położyłem się i  zacząłem przyglądać się jego poczynaniom , zdziwiłem  się kiedy udało mu się zmieścić wszystkie ubrania do szafki a mieliśmy bardzo podobne torby.
Czternasta
Wszyscy udaliśmy się na obiad.  Stołówka była w budynku niedaleko recepcji . Był to budynek Inny niż wszystkie , większy oraz pomalowany z zewnątrz na czerwono. W środku było sześć dużych stołów i dwa mniejsze. Usiadłem przy numerze czwartym gdzie zasiadło dwóch  innych chłopaków, oraz  mój małomówny towarzysz
- Cześć- odezwałem się
- Cześć- odpowiedzieli , byli to bliźniacy, którzy mieszkali w domku  numer dwa. Przyjechali tu gdyż ich matka wyjechała na wakacje i musiała się jakoś pozbyć dzieci na dłuższą chwilę
Na obiad dostałem żupę jarzynowa i dwie kromki, zaś na drugie danie zraz , surówka i dwie gałki ziemniaków.
Po obiedzie udałem się do nowo poznanych towarzyszy i zagraliśmy kilka razy w karty, niestety przegrywałem, cóż nie we wszystkim człowiek jest dobry. Kiedy kończyliśmy czwarte rozdanie usłyszeliśmy przez megafon:
- Wszyscy są proszeni są aby zjawili się koło recepcji ,zaraz rozpoczną się zabawy
Wyszyliśmy  z domu i udaliśmy się pod recepcje. Pierwsza zabawa w której w ogóle nie chciałem brać udziału było  łowienie ryb.  Kiedy usłyszałem o tym to szybko czmychnąłem  od reszty i poszedłem do domku .Siedząc w domku ktoś ruszył za klamkę i wszedł , to była przełożona ,podeszła do mnie i zapytała czy coś mi jest, odpowiedziałem że jestem zmęczony. Położyłem się usnąłem, spałem może z dwadzieścia minut kiedy obudziło mnie uderzenie w drzwi . Szybko wstałem nie wiedząc co się dzieję , podbiegłem i  otworzyłem drzwi, jednak nikogo nie było. Po raz kolejny znów  usłyszałem mocne uderzenie . Pomyślałem , że to jakiś żart i dałem sobie z tym spokój. Jednak kiedy położyłem się usłyszałem uderzenie w moim pokoju pod łóżkiem. Odgłos był tępy jak gdyby ktoś uderzał jakimś ciężkim przedmiotem, jednak kiedy spojrzałem nie zobaczyłem nic co mogło by wywoływać tak dziwny dźwięk .Poczułem strach który potęgowało to, że jestem sam, nie licząc pielęgniarki w domku numer dziesięć. Kiedy myślałem, że moja wyobraźnia przestała plątać figle, usłyszałem uderzenie wokół mnie. Strach wygrał .Chciałem wybiec z domku,  kiedy chwyciłem za klamkę stawała się coraz cieplejsza okazało się, że  drzwi był zamknięte.

Nie miałem wyjścia musiałem wyjść przez okno ,ono tez było zamknięte.  Po  prawe jod okna zobaczyłem tajemniczy cień, który przeszywał mnie swoim wzorkiem, zakryłem oczy i zacząłem liczyć 10…9…8…7…6…5…4..3…2…1…0. Otworzyłem oczy jednak wokół mnie już nikogo nie było. Podbiegłem pod drzwi i próbowałem otworzyć tym razem udało się, szybko pobiegłem do pielęgniarka i zacząłem jej opowiadać co mi się przytrafiło, jednak ona nie potrafiła uwierzyć w tak niezwykła historię o gorącej klamce i cieniu który, wpatrywał się we mnie, powiedziała , że to od przemęczenia widzi się różne rzeczy i ludzi. Poszła do małej szklanej szufladki na leki i  po czym dała mi jakąś pastylkę,  każąc mi iść położyć się lub iść na świetlice . Nie chciałem już wracać do domku przynajmniej na razie ,więc postanowiłem  udać się na świetlice. Po kilku godzinach przyszła reszta obozu i dziki temu poczułem się bezpieczniej.

Osiemnasta

 

Na kolacje podali parówki na ciepło, dwie kromki chleba, kawałek masła i troszkę keczupu.
Szybko zjadłem kolacje i odeszłem od stołu i udałem się do domku , nie bałem się już gdyż wmawiałem sobie że to tylko moja przemęczona psychika . Wyjąłem kartkę by dowiedzieć się co mnie czeka po kolacji i okazało się, że będzie ognisko na którym mamy się bardziej poznać. Ognisko ma się rozpocząć o dziewiętnastej . Chwile poleżałem,  mojego kompana z pokoiku nie było już wcześniej poszedł rozpalać ognisko. Ja też nie chciałem być bierny  i poszedłem pomóc przy rozpalaniu ogniska . Nasz przełożony już stał i podlewał benzyną stertę gałązek , zapytałem czy pomóc odparł, że już kończy i abym usiadł zaraz rozpocznie się ognisko, tak więc zrobiłem.

Była  godzina dziewiętnasta
 Usiadłem i oczekiwałem nadchodzących współtowarzyszy, którzy powoli dochodzili do wielkiego, ale zabezpieczonego ogniska i już po chwili było nas już trzydzieści osób  zebranych w koło.
Przełożony zapytał czy chcemy usłyszeć przerażającą historie tego miejsca?
Wszyscy zgodnie odpowiedzieliśmy,” Tak”. Przełożony  usiadł i zaczął swoją opowieść
- Możecie mi wierzyć lub nie , ale dwadzieścia  lat temu wcale nie było tu tak spokojnie .  Był taki wieczór jak ten, kiedy to , grupka ludzi zabłądziła w tych lasach , byli to  dzieci tutejszych przełożonych  obozu. Kiedy  wszyscy zaczęli ich szukać znaleźli tylko buty zakrwawione a w oddali ujrzeli  człowieka ,który przypatrywał się wszystkiemu. Kiedy ktoś krzyknął , że to zabójca wszyscy pobiegli i złapali domniemanego mordercę. Był to człowiek który spokojnie mieszkał w tutejszym lesie i nikomu nie zrobił dotąd krzywdy. Jednak krew na jego ubraniu sugerowała coś innego.
Przyprowadzili go do starej szopy, następnie związali , kiedy chciał coś powiedzieć ,uderzyli go. Nie mogli  sobie z nim dać rade trojkę bo był to wysoki ,i dobrze zbudowany mężczyzną, jednak po chwili ktoś przyniósł kanister z benzyna oblał go i podpalił. We wrzaskach zwijał się morderca . Nagle w drzwiach pojawiły się dzieci bez butów , wszystkich to zszokowało gdyż morderca właśnie płonął.
Wszyscy zapytali się dzieci, czemu ich buty były we krwi , odpowiedzieli, że to był żart, a krew była sztuczna . Zrobili to  gdyż nikt ich nie zauważał .Jeden z przełożonych chciał ugasić ogień lecz już było za późno . Dzień później na obozie widziano mężczyznę który wyglądał identycznie jak tamten zabity. Legenda głosi ,że  Grounder bo tak go nazywali co znaczy ten co kroczy wokół ognia w zemście. Gdzieś tu jest i szuka ofiar, by zemścić się, a do zemsty ,ma zakrwawione widły.
 -To koniec na dziś wystarczy , a teraz idźcie do domków swoich- odparł przełożony
Była godzina dwudziesta , kiedy udałem się do swojego domku. W umyśle miałem opowiadanie przełożonego i postać jaką widziałem, a  może to wcale nie było przewidzenie?

Byłem tak zmęczony, że od razu położyłem się do łóżka i zasnąłem . Obudził mnie znów ten dziwny dźwięk . Była już godzina 23:30  mój współtowarzysz też usłyszał ten dźwięk i odezwał się
- Słyszałeś to?
- Tak- odpowiedziałem

Razem zeszliśmy z lóżek i doszliśmy do drzwi gdzie skąd dobiegało mocne uderzenie , kiedy otworzyliśmy nikogo nie było jednak kiedy odwróciliśmy się stał on. Był tak przerażający, że nie mogliśmy wypowiedzieć słowa , chcieliśmy uciec jednak klamka była tak gorąca że parzyła nasze dłonie , znów wszystko było zamknięte. Spojrzał na nas swymi metalicznymi oczami i po chwili zniknął Nagle rozległ się krzyk który dobiegał z domku dziewczyn . Postanowiliśmy spróbować raz jeszcze otworzyć drzwi tym razem udało się. Nie zważając na nic wbiegliśmy do  ich domku. Jedna z dziewczyn leżała cała zapłakana zaś druga wisiała wbita w ścianę przy pomocy wideł, a na ścianie widniał napis: „Idę po was” . Przybiegł opiekun i kazał nam szybko wrócić do swojego domku, nikt tej nocy już nie zasnął

Wtorek

Szósta

Obudził mnie apel , wszyscy ubrali się i wyszli, byłem bardzo zaspany, ale udałem przed recepcje gdzie prowadzący wygłosił mowę dotycząca wczorajszego dnia. Na środku stał przełożony trzymając w ręku plik papierów
- Jak pewnie wiecie wczoraj wasza koleżanka bardzo źle się poczuła i musieli odwieść ją do szpitala, oraz chciałbym wam przedstawić to będzie strażnik, który będzie pilnować aby nikt z was nie uciekł nigdzie wieczorem. Strażnik wyglądał jak łowca głów z starych filmów Johnem Waynem , który samym spojrzeniem paraliżował domniemanego uciekiniera.

Pomyślałem sobie, że jeśli złe samopoczucie  polega na wbiciu komuś wideł w bebechy i oszukaniu obozowiczów to coś tu nie gra. Chciałem coś powiedzieć jednak zrezygnowałem gdyż i tak nikt by mi w nic nie uwierzył

Ósma
 śniadanie dostaliśmy trzy kromki chleba oraz mleko i drzem . Każdy szeptał o tym, że dziewczyna zasłabła i zawieźli ją do szpitala , nawet mój współtowarzysz wygadywał te głupstwa .Ja zaś wiedziałem, że to Grounder przybył by pomścić swoją śmierć, i dopaść nas wszystkich .Zapytałem mojego towarzysza z domku czy pamięta jak znaleźli ta dziewczynę, odpowiedział że pamięta leżała na łóżku i trzymała się za serce, druga zaś biegła po pomoc. Inaczej zapamiętałem te wydarzenia , jednak kontynuowałem jedzenie dalej

Poczułem przenikające zimno , strach zaczął mnie ogarniać, kiedy nagle wszyscy zniknęli. Cała stołówka była opustoszała jak gdyby za sprawa magicznej  różyczki. Oddali  było słychać uderzenia , mój strach stawał się niewyobrażalny, nie mogłem się ruszyć ,kiedy ujrzałem znów jego. Stał jego twarz była cała poparzona, a w dłoni trzymał widły, zaś jego usta wypowiedziały słowa „ Idę po was „ Zniknął . Znów wszyscy pojawili się i normalnie rozmawiali jak gdyby nic, wybiegłem ze stołówki, biegłem nie mogąc złapać tchu.  Przewróciłem się, o wystający konar. Leżąc zastanawiałem sie czy to co widzę jest prawdą czy zwariowałem?
Dziesiąta
Wszyscy zebraliśmy się przed recepcją . Dziś miał się odbyć  konkurs  struganie rzeźb z drewna . Każdy z nas dostał kawał drewna i scyzoryk i mieliśmy wyrzeźbić co nam do głowy przyjdzie . Każdy strugał jakieś buty lub wałki  ja zaś wystrugałem małe widły.  Kiedy spojrzałem na nie przeraziłem  się i rzuciłem je, pobiegłem do domku. Kiedy otworzyłem tylko drzwi rozległ się znów ten sam przerażający dźwięk. Chciałem uciec jednak znów drzwi były zamknięte. Ściany zaczęły płonąc  a z płomieni wyłonił się Grounder który chwycił mnie swymi piekącymi dłońmi za szyje i szepnął mi do uszów „Idę po was” po czym zniknął . Nagle usłyszałem przeraźliwy krzyk spod recepcji , kiedy dobiegłem , mój kompan leżał cały we krwi zaś jego głowa była oderwana od ciała i nabita na widły , zdziwiło mnie że nikt nie reaguje na to tak jak ja. Po chwili przyjechało pogotowie i zabrało go. Zapytałem przełożonego co się stało, spojrzał na mnie i powiedział że mój kolega z domku dostał wylew , wtedy zrozumiałem że obrazy które widzę nie do końca są prawdą , wiedziałem że Grounder idzie po nas i każdy jest w niebezpieczeństwem jednak nikt nie uwierzył by mi ,gdyż każdy wyglądał normalnie kiedy odwoziła karetka. Musiałem jakoś pokonać rządnego krwi Groundera.

Dziewiętnasta

 

Dziś mieliśmy uczestniczyć w Mszy za zdrowie obozowiczów którzy teraz są w szpitalu. Ubrałem się w najlepsza koszulkę i spodnie i wyszedłem z domku . Wszyscy udali się do kaplicy która znajdowała się za stołówka . Wszeszdłem do kaplicy była cała z drewna, zaś ołtarz był na środku ,na nim znajdował się kielich i księga modlitewna , nad ołtarzem był krzyż, wokół ołtarza były obrazy Święte.  Rozpoczęła się  Msza która  trwała 45 minut . Ciężko było mi wytrzymać, ale jakoś dałem rade .kiedy już miałem  wychodzić , nagle usłyszałem przerażające uderzenie, wiedziałem że Grounder jest gdzieś niedaleko. Chciałem go powstrzymać lecz było za późno . Na ołtarzu leżał ksiądz wbitymi widłami w żołądek ,zaś sam Grounder śmiał się kiedy wbijał je mocniej ,aż do płuc, kiedy krzyknąłem , Zostaw go! Odwrócił się i spojrzał na mnie i powiedział „Jeden po drugim zemsta moja będzie dokonana”. Po tych słowach zniknął . Zacząłem krzyczeć po chwili wszyscy przybiegli do księdza który umarł . Przełożony powiedział ,że to rak płuc go zniszczył , ja wiedziałem kto tak naprawdę zabił ,szkoda że tylko ja byłem dotknięty tym przekleństwem i dlaczego Grounder nic mi nie zrobił?

Dwudziesta  druga

Dzisiejszą noc spędzam sam, nie ma już mojego towarzysza , samotność, daje w kość. Boje się , że Grounder mnie nawiedzi i znów komuś przytrafi się coś złego. Leże na łóżku i staram się nie myśleć o tym co się dzieje na obozie , włączam mp3 i zaczynam słuchać muzyki.

23:45

Postanowiłem wyjść trochę na dwór . Spojrzałem na ogrodzenie który mnie dzielił od lasu i nie miałem nic do stracenia tym bardziej , że nasz strażnik już dawno spał. Więc przeskoczyłem przez ogrodzenie i znalazłem się już w lesie. W tym lesie, gdzie kiedyś złapano Groundera i zabito go. Postanowiłem odnaleść jego dom , może będę wtedy wiedział jak z nim walczyć, i tak nie mam nic do stracenia, tym bardziej , że każdy ginie w obozie w dziwnych okolicznościach, a nam wmawiają ,że leża w szpitalach i mają się już lepiej. Szedłem lasem było strasznie ciemno, więc wyjąłem moją latarkę  by oświetlić trochę sobie drogę. Z oddali słyszałem wycie wilków i huczenie sowy .Mimo ogarniającego mnie strachu szedłem dalej wiedziałem, że gdzieś jest domek gdzie mieszkał Grounder . Po kilku minutach tułaczki doszedłem do ścieżki która prowadziła nad wąski strumyk. 

Poszedłem tą drużką i ukazał mi się domek. Domek wyglądał na zapuszczony lecz czułem że ktoś mnie obserwuje
Drzwi były urwane , ale jakoś udało mi się wejść do środka . W środku panowały egipskie ciemności, dobrze, że zabrałem ze sobą latarkę. Poświeciłem, dom w środku wyglądał lepiej niż na zewnątrz. Postanowiłem poszukać coś o Grounderze i po chwili znalazłem dokumenty, które wnioskowały ,że Grounder nie nazywał się tak lecz Simon  Grovic i był opiekunem obozu , zaś jego domek to nic innego jak domek obozowy. Po latach zrobili z niego Groundera maniakalnego mordercę z widłami, który zabijał w opowieściach przy ognisku, lecz teraz wszystko jest prawdziwe. Poszperałem jeszcze i znalazłem akt małżeński oraz akt urodzenia  jakiegoś Henryka  . Nagle światło w latarce zaczęło migotać po chwili usłyszałem mocne uderzenie, wiedziałem że gdzieś tu jest Grounder . Nagle ujrzałem go był bardziej przerażający niż poprzednio w rekach trzymał swoje widły , nie zauważył mnie jednak ja go dobrze widziałem . Nie miałem się czym bronić więc poczekałem w odmętach ciemności aż odejdzie. Chwile później wyszedł. Teraz miałem szanse .Szybko szukałem jakiegoś narzędzia który by mi pomogło w ataku na Grioundera. Znalazłem maczetę i oczekiwałem by znów pojawił się. nie minęło dziesieć minut jak rozbrzmiało uderzenie i wszedł Grounder . Wyskoczyłem z maczetą i uderzyłem Groundera w głowę jednak nic mu to nie zrobiło, jednak  upuścił swoje widły. Chwyciłem widły i wbiłem mu je w brzuch, spojrzałem w jego spalona twarz i zapytałem
-  Dlaczego ich zabijałeś?
-  By dokonać zemsty każdy kogo zabiłem był wtedy na tym obozie
- Te dzieci też?- zapytałem
- te dzieci były , dziećmi członków obozu którzy pojmali mnie, ale nie udało mi się dokończyć zemsty
- dlaczego mi nic nie zrobiłeś?
- bo jesteś moim synem – po tych słowach Grounder zniknął
Ja trzymając w dłoniach widły spojrzałem na siebie mój ubiór wyglądał identycznie jak Groundera  wyszedłem na dwór ,spojrzałem w niebo i krzyknąłem  IDĘ PO WAS!!!!!!!

Koniec

Arkadiusz Nowakowski