TWITTER BLOGGER  SKULLATOR       PLIKI COOKIES  KANAŁ YOU TUBE    KOSTNICA FACEBOOK
nasz serwis EOPINIER.PL
RECENZJE FILMOWERECENZJE KSIĄŻEKWSPOŁPRACAOPOWIADANIAPUBLICYSTYKANAPISZ DO NASPROSTO Z PIECAZŁOTY KOŚCIEJ
ŁABĘDZI ŚPIEW - Robert McCammon

„Łabędzi śpiew‟ został uhonorowany prestiżową nagrodą World Fantasy Award dla najlepszej powieści roku. Jest uznawany za najlepszą powieść w dorobku Roberta McCammona, amerykańskiego mistrza grozy, znanego polskim czytelnikom z niezwykłej powieści „Magiczne lata”.
„Łabędzi śpiew” to arcydzieło literatury postapokaliptycznej i niezwykła epopeja grozy, swoim rozmachem przypominająca słynny „Bastion” Stephena Kinga.

Fabuła:
W odpowiedzi na bezprecedensowo wrogi atak rząd decyduje się użyć broni atomowej. Ameryka, jaką znaliśmy, przestaje istnieć. Teraz wszyscy, od prezydenta USA po nowojorskich bezdomnych, będą walczyć o pozostanie przy życiu.
Na pustyni rządzonej przez strach i agresję, zaludnionej przez potwory i samozwańcze armie, każdy z tych, którzy przeżyli Apokalipsę, zostanie uczestnikiem ostatniej bitwy między dobrem a złem - bitwy która zadecyduje o losach ludzkości. Siostra, która w gruzach Manhattanu znajduje dziwny szklany artefakt, będący katalizatorem przemian… Joshua Hutchins, były zapaśnik, który chroni się przed opadem promieniotwórczym na stacji benzynowej w Nebrasce… I ona, dziewczynka obdarzona szczególnym darem, która wędruje wraz z Joshem do miasta w Missouri, gdzie zacznie uzdrawiać. Jednak przedwieczna moc, która zniszczyła Ziemię, wciąż zaciąga rekrutów do swej nieznużonej armii.

 

RECENZJA KSIĘGA I

„Miał wrażenie, że orkan potężnym głosem wymawia jego imię i niesie je ponad spustoszoną ziemią niczym obietnicę potęgi. Czekając na jej spełnienie, rozciągnął w uśmiechu usta splamione krwią zastrzelonego człowieka”

A Ty? Kim byś się stał w obliczu zagłady świata, gdyby udało Ci się przeżyć wybuchy bomb atomowych, następujące po nich trzęsienia ziemi, skażenie radioaktywnym pyłem, dotkliwy mróz i taki głód, że wilcze wnętrzności gotowane we krwi jawiłyby Ci się przysmakiem godnym królewskiej uczty?

A może gdyby Twoje ciało podźwignęło wszystko powyższe, to Twoja psychika pękłaby niczym drewniana różdżka, a świadomość roztrysnęłaby się na tysiące kawałków jak śnieżna kula, rzucona o ścianę?

Kim byś się stał?

Tym, który łaknie ciepła drugiego człowieka, kto woli podzielić się ostatnią puszką psiej karmy z napotkanym po drodze towarzyszem, niż znosić apokalipsę w samotności? Tym, który widzi piękno w otaczających go ludziach, pomimo szpecących twarze blizn i pęcherzy? Tym, który podąża przed siebie, niosąc ze sobą resztkę światła, tę mikroskopijną, nędzną resztkę człowieczeństwa?

A może stałbyś się wojownikiem, który pragnąłby odbudować ten świat na fundamentach zła i przemocy? Ukazałbyś swoją prawdziwą, nikczemną twarz, dbając tylko o własny dobrobyt, kradłbyś, zabijał i gwałcił, aby zapewnić sobie strawę i odrobinę przyjemności u schyłku cywilizacji?

Prezydent Stanów Zjednoczonych podejmuje najważniejszą i najbardziej druzgocącą w skutkach decyzję. Decyzja prezydenta zaowocuje stosunkowo krótką wymianą bomb nuklearnych pomiędzy USA a Rosją. Nowy Jork zmieni się w kupę czarnych gruzów, Kansas stanie w płomieniach, Idaho zniknie niemalże z powierzchni Ziemi. Całe Stany Zjednoczone staną się czarne jak śmierć i jak ona… nomen omen, śmiertelne.

Zginęły miliony. Świat przestał być przyjaznym miejscem. Pyły, ulatujące do atmosfery, zatkały ją szczelnie niczym kurkiem i Słońce przestało docierać do Ziemi. Mróz, czarny deszcz, pojawiające się wszędzie anomalia pogodowe, błyskawice i orkany, sprawiają, że ci, którzy przeżyli liczne ataki, zapragną umrzeć i wkrótce, za sprawą promieniowania, ich pragnienie się ziści. Po wyczołganiu się z piwnic, odkopaniu się z ruin i otrzepaniu się z kurzu ludzie zginą na choroby popromienne w strasznych męczarniach. Ich skażone ciała staną się zbyt ułomne, zbyt niedoskonałe, by zaadaptować się do nowego porządku świata. Niektórzy zamarzną, a ich ciała zostaną rozwleczone przez ostre zęby wygłodniałych padlinożerców. Inni zostaną zabici z zimną krwią i odarci ze wszystkiego, co posiadają – a posiadają naprawdę niewiele, choć w nowym świecie paczka zapałek może przesądzić o życiu i śmierci.

Tylko kilkoro z nich ma szansę na przeżycie.

Ogromny Murzyn, były zapaśnik, będzie szedł skażoną Ameryką wraz z małą dziewczynką, która rozumie mowę roślin.

Bezręki pułkownik zawierzy nastolatkowi, który odegra w tej grze rolę Mrocznego Rycerza.

Bezdomna Siostra poprowadzi grupkę ludzi na Zachód, dzierżąc w dłoni magiczny pierścień.

Ich tropem będzie podążało wcielone Zło o tysiącu twarzy.

„Bastion” Stephena Kinga należy do moich ulubionych powieści Mistrza. Pamiętam nerwy, które czułam w czasie czytania, przewracane drżącą ręką strony, by tylko dowiedzieć się, co dalej i kto zwycięży – dobrzy czy źli.

O „Łabędzim śpiewie” słyszałam, że, utrzymana w klimacie „Bastionu”, perełka literatury postapokaliptycznej to dzieło na miarę Doskonałości.

Wiele podobieństw do „Bastionu” tłumaczy fakt, że istotnie tak może wyglądać koniec tego świata. Zło, nazywane jakkolwiek – Randalem Flaggiem, Szatanem czy Diabłem – będzie niszczyło pozostałości tego, co kiedyś było piękne. Zniszczona Ziemia nie pozwoli na zaspokojenie pragnienia, lipcowy mróz zbierze obfite żniwo, a nadzieja zda się płonna i tak naiwna, jak wiara w Boga. 

To nie jest dobry świat.

Robert McCammon stworzył przepiękny, przerażający, niesamowicie poruszający obraz postapokaliptycznej Ameryki. To opowieść drogi trzech grup ludzi, którzy, choć się nigdy nie poznali, zmierzają w tym samym kierunku. Ci ludzie pokazują swoje prawdziwe oblicze, wszak, gdy cywilizacja nie narzuca twarzom masek, a gra toczy się o życie, nie ma miejsca na udawanie. Albo się przystosujesz, albo… au revoir.

Podczas czytania miałam ochotę przyczepić się do kiepskiej redakcji, ale nie zrobię tego. Tak obszerna i wielowątkowa powieść rekompensuje bolesne błędy ortograficzne. Styl McCammona mnie porwał, zachwycił, kompletnie zauroczył, a fabuła książki wciągnęła mnie bez reszty.

To książka, którą naprawdę warto poznać, o świecie, którego nigdy, przenigdy nie chcielibyśmy oglądać. I która każe nam odpowiedzieć na pytanie: a ja? Kim bym był, gdybym przeżył? Kompanem Siostry, zapatrzonym w piękno zaklęte w kawałku szkła? Wariatem w supermarkecie, ucinającym głowy? A może żołnierzem pułkownika, którego życiową maksymą jest dyscyplina i opanowanie?

Ja myślę, że wolałabym jednak zginąć tuż po wybuchu pierwszej bomby. A Ty?

  

 

RECENZJA KSIĘGA II

 

„Bóg mieszka na szczycie góry Warwick. (…) Ma czarną skrzynkę, srebrny klucz i wie, jak skończy się świat”

 

Minęło siedem lat. Jałowa ziemia. Martwe lasy, wymarłe miasta, mróz sięgający do kości. Świat jest szary, nieprzychylny jakiemukolwiek życiu, zimny. Po upadłych stanach Ameryki przemieszczają się liczne armie prowadzone przez samozwańczych dowódców. Są żądne krwi oraz wszelkich dóbr - dobytków, żywności, wody i odzieży, zdzieranej z trupów. Te armie, pełne pseudożołnierzy bez honoru i dyscypliny, pozostawiają za sobą jedynie śmierć i zniszczenie. Ich drogi znaczą spalone resztki osad i porzucone bezładnie ciała ofiar, niekiedy oszpeconych Maską Hioba. Nastał chaos, postapokaliptyczna anarchia, a zło panoszy się w każdym zakątku Ziemi.

Ale w tym chaosie, w tej ogarniętej destrukcją żałosnej resztce życia tli się jeszcze słabo iskierka dobra. Jest nią Swan, dziewczynka w Hiobowej Masce, której dotyk budzi martwą ziemię. Podąża ze swoim opiekunem Joshem, byłym zapaśnikiem, i starym magikiem przez bezkres zrujnowanej ojczyzny. Docierają do Mary's Rest, do miejsca, w którym nastąpi koniec wszystkiego.

Nawet tej marnej resztki życia.

I Siostra, prowadzona lśniącym pierścieniem, także tutaj zmierza.

Jak i On, archetyp zła, Diabeł zmieniający twarz.

Nie tylko On zagraża tym, którzy zamiast strachu sieją nadzieję, ale także Armia Doskonałych pod wodzą pułkownika Macklina. Wreszcie się wszyscy spotkają, ale nie będzie to miły meeting przy kawie. Zacznie się jeszcze jedna wojna. Tym razem ostatnia.

 

„Usłyszała jego głos, przyzywający ją z koszmarnej równiny, gdzie Śmierć na końskim szkielecie kosiła łan ludzkich ciał”

 

Byłam zachwycona pierwszą księgą "Łabędziego Śpiewu", zaś drugą jestem zauroczona. W oryginale te dwie księgi są jedną całością, ale polski podział na dwa tomy pozwolił mi na zdobycie dystansu i podejście do drugiego tomu z otwartym umysłem. Pierwsza księga traktowała o początku podróży, druga zaś - o jej schyłku. I była to fascynująca podróż. Tutaj jest więcej grozy, więcej napięcia i znacznie więcej zła; fabuła jest zdecydowanie bardziej dynamiczna. I bywa, że człowiek wątpi w happy end.

 

Autor, Robert McCammon, jest magikiem, wodzirejem pióra. Czaruje ze słów obrazy, których moja wyobraźnia nie chce widzieć, ale są to czary tak sugestywne, że nie mogę odwrócić wzroku. Rozprawia o złu w taki… beznamiętny sposób, jakby relacjonował nudną rozgrywkę tenisa. Bawi się czytelnikiem, każąc jemu właśnie zająć którąś ze stron, ale nie robi tego nachalnie. On tylko opowiada i to takim językiem, że nie można się oderwać. A resztę musimy zdobyć sami.

 

„Była to wielka ropiejąca rana o gadzich ślepiach; kipiąca masa chorej tkanki wstrząsana wulkaniczną furią – mącąca zmysły apokalipsa płonących światów i kosmosów w chaosie, spopielonych cywilizacji i czarnych dziur ziejących w tkance czasu”

 

I gdy tak męczy czytelnika widmem piekła, śmierci i chaosu, czasami jednak litościwie daje mu chwilę wytchnienia, ukazując wyobraźni coś pięknego, coś dobrego, dzięki czemu i w nim, podobnie jak u Swan, tli się jeszcze maleńka, acz słaba iskierka nadziei. Ale potem znów ogarniają czytelnika smutek i zgroza. Czy w ogóle da się żyć w świecie po apokalipsie jądrowej, czy da się go odbudować? Czy człowiek ma w sobie tyle siły, by w to wierzyć, by choć spróbować to sprawdzić? 

 

Ziemia jałowa. Wojna, śmierć i destrukcja. Podwójne zło - jedno przyrodzone, drugie nadprzyrodzone. Zgnilizna, głód, mróz i rozpacz.... kontra szeleszczące łany pszenicy, lśniącej złotem w słońcu, śmiech dziecka i skradziony pocałunek zakochanego młodzieńca. 

Które z nich wygra?

 

„Jeden krok, a za nim następny doprowadzą cię tam, dokąd zmierzasz”

Sprawdźcie sami.

 

Polecam.

Paulina Król

RECENZJA KSIĘGA II

"Gęste, skłębione chmury przysłoniły słońce i niebo przybrało kolor rzecznego mułu. A w chmurach, wyrzucone wysoko nad powierzchnię ziemi, poniewierały się odpadki cywilizacji. Płonące drzewa, całe domy, ściany budynków, fragmenty mostów i autostrad, rozpalone do czerwoności szyny kolejowe. Wszystko to wypływało do góry jak gnijące rośliny oderwane od dna przy przeczesywaniu stawu, po czym opadało z powrotem na dno, robiąc miejsce dla kolejnej fali stworzonego przez ludzkość śmiecia."

Prędzej czy później musiało do tego dojść. To było wręcz nieuniknione. W powietrzu wisiało jedynie jedno dręczące wszystkich pytanie - kiedy? W końcu jednak nadszedł ten dzień. Zły dzień. Ktoś jako pierwszy nacisnął czerwony guzik. Początek końca... Między chmurami poszybowała Śmierć. Rozpoczęło się długo oczekiwane przedstawienie. Sam Szatan zasiadł w pierwszym rzędzie, a jego śmiech niósł się po coraz bardziej pustoszejącym świecie. Nareszcie nadszedł czas Jego tryumfu. Jego cierpliwość została wynagrodzona. Miliony, miliardy istnień poczuły trujący oddech Kostuchy, a na tych, którzy cudem uszli z życiem, czekało prawdziwe Piekło na ziemi. A Szatan tylko zaciera ręce i uśmiecha się złośliwie, bowiem świadom jest tego, że prędzej czy później dopadnie tych ostatnich ludzi, którzy jeszcze ważą się stąpać po Jego królestwie. Wśród ocalonych znalazło się troje ludzi. Jedną z nich jest kobieta, którą jeszcze do niedawna wszyscy mieli za wariatkę i przez to przezywali ją Nawiedzoną Siostrą. Teraz jednak znalazła się w świecie, który ogarnęło większe szaleństwo, niż dręczący ją kiedykolwiek obłęd. Wśród zgliszczy ulicy, na której jeszcze nie tak dawno temu mieściły się sklepy, których progu nigdy nie dano by jej przekroczyć, znajduje tajemnicze znalezisko, piękne a zarazem śmiertelnie niebezpieczne, które pokieruje jej dalszymi krokami. W innej części kraju człowiek, który mógłby złamać komuś kark niczym zapałkę, doświadcza czegoś, co wykracza poza granice ludzkiego pojęcia. I słyszy głos... który nakazuje mu chronić dziecko. Trzecim "wybrańcem" jest zaledwie nastoletni chłopak, który jeszcze do niedawna żył w wirtualnym świecie gier komputerowych wcielając się w Królewskiego Rycerza, a teraz, aby przeżyć, musi nauczyć się naprawdę zabijać, odbierać życie prawdziwym ludziom... Każde z nich ruszy własną śnieżką, w zgodzie z własnym przeznaczeniem, choć wydaje się, że kierunek jest tylko jeden - do miejsca, w którym rozegra się ostateczna walka, od której zależeć będzie przetrwanie ludzkości.

"Legend says that the swan is silent most of its life until the of its death, when it sings only once."

Historia opowiedziana w pierwszej księdze powieści "Łabędzi śpiew" Roberta McCammona to jedna z najbardziej przerażających wizji świata po zagładzie, jaką dane mi było dotąd czytać. A czytałam ich już wiele. Świat, w którym przyszło żyć bohaterom jego opowieści, jest miejscem, w którym nigdy w życiu nie chciałabym się znaleźć. Wolałabym zginąć z tymi, których dosięgła Śmierć w dniu, który stał się początkiem końca. Piękno ustąpiło miejsca brzydocie. Błękit nieba przepadł pod brudnymi kłębiskami chmur. Zapomnijcie o ciepłych promykach słońca delikatnie muskających Waszych twarzy. Teraz jedyne, co poczujecie, to zimny, przeszywający do szpiku kości wiatr i odór wszechobecnego rozkładu oraz spalenizny. Większość tych, co uszli z życiem, zarówno ludzi jak i zwierząt, nie przypomina już boskich stworzeń. Oparzeliny, sącząca się z bąbli na skórze śmierdząca ropa, strzępy ubrań na ciele i spalona szczecina zamiast włosów to widok, do którego musicie przywyknąć, bowiem otaczać Was będzie dosłownie z każdej strony. W tym nowym świecie ludzkość powraca do pierwotnych instynktów, niczym w dżungli - przeżyją tylko najsilniejsi, gotowi zrobić dosłownie wszystko, aby zachować własne życie. Tu nie ma miejsca na śmiech. Tu nie ma miejsca na sentymenty. Tu nie ma miejsca na litość. Liczy się tylko przetrwanie. Za wszelką cenę. Choć nie... pozostał okruch piękna. Lecz jego tropem już podąża sam Szatan, by zniszczyć je raz na zawsze, odebrać tę ostatnią namiastkę nadziei, której mogliby się uchwycić ocaleni. Bowiem w Jego królestwie nie ma miejsca na jakiekolwiek marzenia o przyszłości... Nie zdaje sobie jednak sprawy, że na tym jałowym świecie przeżyła jedna osoba, która zdaje się mieć w sobie najprawdziwszą magię (choć wielokrotnie wmawiano jej, że ona nie istnieje, że to jedynie wytwór zbyt wybujałej wyobraźni). Czyżby więc istniała jeszcze szansa, na ocalenie ludzkości? Czy jednak Szatan na zawsze obejmie we władanie świat, którego prędzej ludzie nie potrafili docenić, a który teraz jawi się w ich wspomnieniach niczym najprawdziwszy raj?

Roberta McCammona pokochałam miłością wielką po lekturze innej jego powieści - "Magicznych lat", które faktycznie przepełniała czysta magia - słowa i wyobraźni autora. Teraz, będąc po lekturze pierwszej księgi "Łabędziego śpiewu", tylko upewniłam się w tym, że dobrze ulokowałam swe uczucia. Historia, którą opowiada swym Czytelnikom autor, jest po prostu niesamowita, zapierająca dech w piersi, niezapomniana, jedyna w swoim rodzaju. Nie dziwię się więc, że McCammon otrzymał za nią nagrodę Brama Stokera za najlepszą powieść roku. Prawdziwa perełka w świecie fantastyki i gratka dla wszystkich miłośników tego gatunku. Z czystym sumieniem polecam Wam lekturę tej powieści, a sama tymczasem cieszę się na myśl o tym, że na półce czeka już na mnie II Księga, która pozwoli mi poznać dalsze losy bohaterów oraz to, kto ostatecznie wyjdzie zwycięsko z tej najważniejszej ze wszystkich bitew - dobra ze złem.

Sylwia Węgielewska , Ocena: 6/6, 16.07.2014

RECENZJA KSIĘGA II

Minęło siedem długich, mroźnych, spowitych wiecznym mrokiem lat odkąd pierwsze bomby spadły z nieba zbierając śmiertelne żniwo i doszczętnie pustosząc Ziemię. Ci, którzy uszli z życiem, starają się przetrwać za wszelką cenę. Żyją w ziemnych lepiankach bądź chałupach skleconych z czego tylko się dało i trzymających się na słowo honoru, przez których ściany zimny wiatr hula i świszcze odbierając chroniącym się w nich mieszkańcom tę namiastkę ciepła, którą udało im się wykrzesać ze starych palenisk. Nadeszły czasy, w których mieszkający blisko siebie ludzie, nawet najbliżsi sąsiedzi, są sobie obcy. Troszczą się jedynie o siebie samych bądź ewentualnych członków rodziny. Ten okrutny, zimny, wyobcowany świat stał się idealnym miejscem dla tych, których od zawsze bawiło zło, którzy pragnęli władzy nad innymi. Do tej grupy ludzi należy Roland, który już dawno przestał być chuderlawym nastolatkiem z okularami na nosie zapatrzonym w gry komputerowe i wyobrażającym sobie, że wciela się w jedną z wirtualnych postaci. Po latach spędzonych u boku człowieka, którego nazywa w myślach swym Królem, stał się jednym z najbardziej odrażających ludzi, jacy dotąd stąpali po Ziemi. Uwielbia krzywdzić słabszych od siebie, bawi go ból wypisany na twarzach tych, którzy mają to nieszczęście przekroczyć próg jego kaźni. Tak, czasy, które nastały, pokazały jego prawdziwe oblicze. Wraz ze swym idolem kroczy na czele Armii Doskonałych, która niszczy wszystko, co napotka na swej drodze. A Szatan z uśmiechem na ustach przygląda się ich poczynaniom... Tymczasem w innej części kraju Swan wraz ze swym wiernym opiekunem, który stał się dla niej ojcem, o jakim zawsze marzyła, oraz jeszcze jednym mężczyzną, który dołączył do nich po drodze, szukają miejsca, w którym mogliby zatrzymać się na dłużej, bez strachu, że dopadnie ich Szkarłatnooki. Ich śladem podąża Siostra wraz z Paulem. Kierują się wizjami ukazanymi jej przez tajemniczy przedmiot znaleziony przed laty w zgliszczach Nowego Jorku. Cała trójka - Roland, Swan i Siostra - choć jeszcze tego nie wiedzą, zmierzają do tego samego celu. W międzyczasie ma miejsce prawdziwy cud - coś, co może ponownie zmienić bieg historii i na nowo rozpalić w ludzkich sercach nadzieję. Na to jednak nie może pozwolić sobie Szatan. Rozpoczynają się śmiertelne łowy...

"(...) krok po kroczku. Jeden krok, a za nim następny doprowadzą cię tam dokąd zmierzasz."

Naprawdę ciężko jest mi pisać o II księdze "Łabędziego śpiewu" Roberta McCammona bez powtarzania tego wszystkiego, o czym wspominałam przy okazji omawiania poprzedniej części. Najlepiej zastosowałabym kopiuj - wklej i na tym zakończyła swe pisanie. Niemniej jednak się postaram. Na początek warto wspomnieć o tym, że księga ta niczym nie ustępuje swej poprzedniczce. Jest równie świetna i doskonała, i to pod każdym względem. Historia opowiedziana przez autora dosłownie zapiera dech w piersi. Przenosi Czytelnika do świata, który stał się prawdziwym Piekłem na ziemi. Do miejsca, które nim wstrząśnie podczas lektury. McCammon pisze w bardzo sugestywny sposób, niezwykle obrazowy. Pochłaniając kolejne stronice książki doskonale możemy wyobrazić sobie otaczający bohaterów krajobraz, poczuć przeszywające ich zimno, a także wyczuć odór rozkładających się ciał i zwierzęcych trucheł napotkanych na drodze. Na dużą uwagę zasługuje też doskonała kreacja samych bohaterów. Mamy wgląd w ich marzenia oraz lęki. Znamy cele, które im przyświecają i motywy, którymi się kierują. Jesteśmy również świadkami przemian, które w nich zachodzą. Niesamowite jest również to, jak autor ukazał w swej historii samego Szatana. Nie jest on tu taki, jak wielu z nas go sobie wyobraża. Wbrew pozorom oprócz ogromu Zła, które w sobie nosi, gdzieś bardzo, ale to bardzo głęboko tli się w nim maleńka iskierka Dobra, która w najmniej oczekiwanych momentach daje o sobie znać. Staje się to powodem toczącej się w nim wewnętrznej walki. Bywa słaby, a nawet odczuwa najprawdziwsze przerażenie.

Dylogię "Łabędzi śpiew" Roberta McCammona polecam wszystkim miłośnikom powieści fantastycznych, a zwłaszcza tym, których kręcą wizję świata po apokalipsie. To, co stworzył autor, jest jak najbardziej godne poznania. Ba! Wręcz należy to zrobić! Nie sposób bowiem przejść obojętnie obok tego dzieła i potem bez wstydu mówić o sobie, że jest się miłośnikiem fantastyki. To byłaby czysta hipokryzja! Dlatego też jeżeli macie się za fanów tego gatunku i dotąd nie mieliście okazji sięgnąć po tę dylogię, to czym prędzej nadróbcie zaległości. Na koniec wspomnę jeszcze, że warto sięgnąć po jeszcze jedną powieść autorstwa McCammona, która została przetłumaczona i wydana na naszym rynku - "Magiczne lata". To książka pełna magii w każdym znaczeniu tego słowa. Kolejna perełka, obok której nie można przejść obojętnie. Polecam!

Sylwia Węgielewska , Ocena: 6/6, 16.07.2014

Tytuł: Łabędzi śpiew
Tytuł oryginału: Swan Song
Autor: Robert McCammon
Format: 143x205
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 500 (Księga 1)
Tłumaczenie: Maria Grabska-Ryńska
Premiera: Księga 1 - 16 października 2013
Księga 2 - 13 listopada 2013